Posty

Wyświetlam posty z etykietą momoko gill

Momoko Gill - Momoko

Planety musiały tym razem zawirować mocniej niż zwykle, ponieważ miniony rok był dla mnie niczym 1999 dla miłośników kina science-fiction lub  –  kierując się ku bardziej odpowiednim dla tego bloga porównaniom  –  1994 dla fanów britpopu. Zakończony sezon wycisnął siódme poty z artystów, na których nową muzykę czekam zwykle z trudną do ukrycia ciekawością, a może i ślepą ekscytacją. W konsekwencji pierwsze miesiące 2026 r. przynoszą względne rozprężenie, które wykorzystuję na bliższe przyjrzenie się wschodzącym trendom oraz rubieżom wciąż niedoinwestowanym uwagą słuchaczy. Debiut Momoko Gill skrada się niepostrzeżenie gdzieś z okolic przecięcia tych dwóch kategorii, chociaż dla bacznych obserwatorów new London jazz scene  jego autorka nie powinna być anonimowa.  Traf chciał, że o tej premierze dowiedziałem się kilka dni po nadaniu ostatecznego kształtu podsumowaniu najlepszych wydawnictw zeszłego roku, którego podium domknęła płyta „Clay”. To znak...